RECENZJA -Doroty Szczurek: Drżę o ciebie matadorze

 „Drżę o ciebie matadorze” – Pedro Lemebel,  wyd. Claroscuro, 2020 r. tłumaczenie Tomasz Pindel
Tomasz Pindel 

+Dorota Szczurek. 



Z wykształcenia psycholog kliniczny. Z powodu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem praca zawodowa zeszła jednak na daleki plan. Pozostała zaś pasja czytania, chłonięcia kultury, reagowania na nią. Stąd już ponad 10-letnie uczestnictwo w Dyskusyjnym Klubie Książki przy filii 16 Biblioteki Miejskiej w Łodzi. Od 2 lat redaktor naczelna portalu kulturalnego Sztukater.pl -  https://sztukater.pl/ - dla którego poza tym pisze recenzje książek. Zamieszcza je również na swoim profilu FB.

********************************

* * * * * * 
„Drżę o ciebie matadorze” chilijskiego pisarza Pedro Lemebela jest niewielką książeczką, jednak zaskakującą siłą przekazu i krańcowością emocji. Zawiera w sobie wielkość i kicz, satyrę i dramat, Mario Vargasa Llosę i Pedro Almodovara, niezwykłą czułość i gorzki sarkazm, prowokację i sentyment, rewoltę i miłość, śmiech i łzy. Jej dwubiegunowość nie razi, a urzeka. Gdy już zaczniesz czytać, wejdziesz w uliczki Santiago, które tak naprawdę są zbiorem oddzielnych światów, odgrodzonych uprzedzeniami i sprzecznymi interesami, wchłoną cię one bez reszty, zagarną i zahipnotyzują. To literatura uczuć, balansująca na granicy dobrego smaku, jednak – co dość karkołomne – nie przekraczająca tej cieniutkiej, ostrzegawczej linii, dzięki czemu pozostaje ciągle literaturą finezyjnie piękną z nutą wyrafinowanej perwersji. 

Chile za prezydentury Augusto Pinocheta, dla jednych zbawcy, który cudem podniósł gospodarkę państwa z ruiny, dla całej reszty zaś dyktatora nie znającego litości, bezwzględnego tyrana, który podniesieniem brwi sprawiał, że bez śladu znikały całe rodziny, a stadiony zamieniano w obozy koncentracyjne. 

Ciotuchna z Naprzeciwka, transwestyta żyjący w stworzonej dla własnego spokoju izolacji społecznej, zupełnym przypadkiem zostaje wplątany w wywrotową działalność Patriotycznego Frontu im. Manuela Rodrigueza

Carlos, młodzieniec wynajmujący strych w jej tak pustym dotychczas domu, by stał się on schronieniem dla planujących rewolucyjne posunięcia bohaterskich rebeliantów, wkracza brawurowo w życie Ciotuchny, by i w nim dokonać przewrotu. Dotychczas daleka od polityki i spraw państwowych, skupiona na własnych, niemałych problemach, teraz bezwiednie, lecz z coraz większym zrozumieniem i zaangażowaniem, wsłuchuje się w komunikaty buntowniczego Radia Cooperativa: „Że gliniarze to, a terroryści tamto, że ten cały Front Patriotyczny imienia tego czy owego, a do tego te wszystkie cierpienia nieszczęśników, którym zabito krewnego.” To już nie tylko jakiś tam szum wypełniający domową ciszę, ale niepokojące treści, żywo obchodzące jej Carlosa, mogące, nie daj Boże, przynieść kiedyś informację o jego aresztowaniu. I tak głos spikera, Manola Roblesa, coraz częściej wcina się między sentymentalne tanga i inne „Besame mucho", nucone ze zmysłową werwą przez wiecznie zaaferowaną Ciotuchnę, zajętą wyszywaniem w różyczki bez kolców obrusów dla generalskich żon. Tej elity, zamieszkałej w chronionych przez uzbrojonych żołnierzy ekskluzywnych osiedlach, tak różnych od „tej zakurzonej dzielnicy pełnej bieda-domków gnieżdżących się jeden na drugim, zaułków i sklepików monopolowych na rogu, w których tłoczyli się mężczyźni, młodzi miejscowi, całe dnie gorzkniejąc po pijanemu w słonku.”

Pedro Lemebel zderza owe dwie, zupełnie nieprzystające do siebie, rzeczywistości. Rezydencje prominentów, ssących łapczywie mleko obfitości z piersi dyktatury oraz zaniedbane, tłoczne rejony Santiago, gdzie zwykli mieszkańcy, często z marginesu społecznego, prowadzą swoje nikogo nie interesujące, będące ledwie marną dygresją, życie. I dobrze, że to rejony poza głównym nurtem zainteresowania. Tutaj ci, którzy nigdzie nie pasują, stale w pogoni za własną tożsamością, ale też w poszukiwaniu miejsca – azylu, by móc być po prostu sobą, czują się swobodnie i bezpiecznie. I Ciotuchna właśnie tu „nizała nitki pamięci, drobne ulotne wspomnienia snute tym jej ciotowskim głosikiem. Pamiątki po prostytuckich szlajaniach bezimiennymi uliczkami, brudnymi zaułkami, w które wprowadzała ten swój „tropikalny czar”. Pedalska ballada o kaprysach nocy, przypadkowych zbliżeniach w tańcu z jakimś wstawionym partnerem w zamian za parę monet, które pozwolą przeżyć kilka kolejnych godzin, bo dobrze jest w chłód i ziąb przylepić się do czyjegoś ciepełka.” Nie oburzajcie się na z pozoru niedopuszczalnie pejoratywne, naruszające ludzką godność sformułowania, jakie tutaj padają. Wszak padają z ust samej bohaterki i jej środowiska, niejako uprzedzająco, stanowiąc rodzaj mechanizmu obronnego. Jeżeli ona powie o sobie „taka gejspaczona, przeciotowana aż do szpiku kości”, jeżeli w ten sposób mówią do siebie wzajemnie „jej kumpele mieszkające po drugiej stronie miasta. Lupe, Fabiola i Żaba, jej jedyne

siostry”, to podobne określenia usłyszane skądinąd już tak nie zabolą, oswojone wcześniej, przytulone. Taką narrację zaproponował nam autor, sam będąc przedstawicielem społeczności LGBTQ+_, a także aktywistą i żarliwym przeciwnikiem dyktatora Pinocheta. Jego decyzja wydaje się zrozumiała, ten świadomy zabieg przystawił już i tak bardzo emocjonalnej i otwartej na różne treści historii dodatkową pieczęć prawdy. Ta właśnie szczerość, autentyczność, której nie można nie poczuć, daje powieści ogrom mocy, jaka nas porywa. Mimo tych wszystkich niewybrednych epitetów postać Ciotuchny tchnie delikatnością i romantyzmem, choć autor przykrywa to, stosownie do obranej przez siebie konwencji, oparem taniego sentymentalizmu i egzaltacji. To jednak tylko pozór. Całe zachowanie bohaterki, to, co czyni, a nade wszystko to, przed czym się powstrzymuje, jest z gruntu szlachetne i płynie prosto z serca. Nie ma takiej możliwości, byśmy po skończeniu lektury nie zamilkli wzruszeni, pragnąc pozostać w tej otulinie ciszy nieco dłużej.

Przeciwieństwem tej poruszającej uczciwości i swoistej w tym wszystkim bezbronności jest tutaj zakłamanie i perfidia środowiska władzy oraz samego małżeństwa Pinochetów. Groźny autokrata to tak naprawdę zasmarkany tchórz, nękany sennymi koszmarami nie z powodu wyrzutów sumienia, gdyż tych oczywiście nie ma, a w obawie o swoje bezpieczeństwo.

Jego żona, między proszonymi kolacjami, kompulsywnymi zakupami w najekskluzywniejszych paryskich butikach i sesjami wróżb u „kochanego Gonza”, nie przestaje ani na moment rajcować, paplać bez opamiętania w aurze samouwielbienia i pogardy dla innych. Pinochet i jego otoczenie to banda zadufanych, pewnych swej bezkarności i mocy prymitywnych siepaczy. Pozbawieni ochrony wojska, zmuszeni stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem, okazują się malutcy, z bojaźliwie rozbieganymi oczkami, kunktatorscy i kompletnie bez honoru. Budzą śmiech i politowanie zamiast posłuchu, stają się nikim. Carlos i jego przyjaciele z organizacji wyrastają przy nich na szlachetnych herosów. 

Pedro Lemebel lubuje się w sprzecznościach. Egzaltacja kryje w sobie głębokie uczucie, gotowe na poświęcenia. Pod sztafażem wyniosłej dumy znajdujemy natomiast małość i nijakość. W dzielnicy biedoty i odrzucenia tkwi bogactwo lojalności, odwagi, oddania i głębokiego przywiązania do wolności. Może dlatego, że tutaj nikt niczego nie musi udawać, podczas gdy establishment, zastraszony i zmuszony stale umacniać swoją pozycję, zatracił się w tej grze pozorów. 

Nie sposób nie zwrócić uwagi na niezwykłą malowniczość i filmową ekspresyjność powieści. 
Jego żona, między proszonymi kolacjami, kompulsywnymi zakupami w najekskluzywniejszych paryskich butikach i sesjami wróżb u „kochanego Gonza”, nie przestaje ani na moment rajcować, paplać bez opamiętania w aurze samouwielbienia i pogardy dla innych. Pinochet i jego otoczenie to banda zadufanych, pewnych swej bezkarności i mocy prymitywnych siepaczy. Pozbawieni ochrony wojska, zmuszeni stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem, okazują się malutcy, z bojaźliwie rozbieganymi oczkami, kunktatorscy i kompletnie bez honoru. Budzą śmiech i politowanie zamiast posłuchu, stają się nikim. Carlos i jego przyjaciele z organizacji wyrastają przy nich na szlachetnych herosów. 

Pedro Lemebel lubuje się w sprzecznościach. Egzaltacja kryje w sobie głębokie uczucie, gotowe na poświęcenia. Pod sztafażem wyniosłej dumy znajdujemy natomiast małość i nijakość. W dzielnicy biedoty i odrzucenia tkwi bogactwo lojalności, odwagi, oddania i głębokiego przywiązania do wolności. Może dlatego, że tutaj nikt niczego nie musi udawać, podczas gdy establishment, zastraszony i zmuszony stale umacniać swoją pozycję, zatracił się w tej grze pozorów. 

Nie sposób nie zwrócić uwagi na niezwykłą malowniczość i filmową ekspresyjność powieści. 


http://cordite.org.au/translations/sholas-iholas-lemebel/




Komentarze

Popularne posty