Lambert Król i jego świat


 

BAŁAGAN W POKOJU


Teraz, kiedy tata wpada do pokoju i krzyczy, nie reaguję. Patrzę na niego, czekam, aż wykrzyczy całą złość i frustrację, bo nie potrafię uwierzyć, że chodzi tylko o te brudne kubki i talerze, które zostawiam. Nie reaguję nie dlatego, że nie chcę. Kiedyś reagowałam i krzyczałam tak mocno, jak on, a może nawet mocniej. Nie reaguję, ponieważ się boję. Nie tego, że mnie uderzy. On krzyczy, ale nie bije. Boję się, że ją znajdzie. 


Z początku była malutka i przypominała kawałek zgniłego jabłka. Bardzo prawdopodobne, że z początku była jabłkiem lub połączeniem jabłka, resztki sosu pomidorowego, ziarenka kukurydzy i wszystkiego, co niewysprzątane osadzało się w moim pokoju. 

Kiedy on wpadał, krzyczał i kazał mi zabierać brudne naczynia i sprzątać podłogę, nie robiłam tego w geście buntu. Teraz robię to, bo boję się, naprawdę się boję, że ją znajdzie. Znajdzie i wyrzuci. A ona stała się z czasem o wiele większa i zaczęła mówić. Powiedziała mi, że zna miejsce, w którym nikt nie krzyczy, w którym nie ma gniewu o byle co i w którym będzie mi znacznie lepiej. Ufam jej, bo nie widzę powodu, żeby tego nie robić. Urodziła się w moim pokoju i jest jakby częścią mnie. Na biurku stoją dwa puste kubki z resztkami soku i wody, talerz po spaghetti, którego resztki spadły na podłogę. Ziarenka słonecznika tuż pod łóżkiem, okruszki chipsów, ślad po czekoladzie. 

Tata zaraz przyjdzie, nakrzyczy, ja posprzątam, ale najpierw muszę poczekać. Ona musi się nakarmić. Jest już bardzo duża i mieszka w mojej szafie. Ma żółte oczy, jej ciało obrośnięte jest czarnym, pleśniowatym futrem, a jej duże usta kryją białe zęby. Gdy mówi, że już wkrótce zabierze mnie tam, gdzie nie ma krzyku, gniewu i frustracji, delikatnie je szczerzy. Trochę się jej boję, ale chyba jej ufam. Tak, wydaje mi się, że jej ufam.


WIBRATOR 

Dzień po tym, jak kupiłaś wibrator, twój chłopak znalazł go i zrobił ci awanturę. Miałaś mu o nim powiedzieć, ale on zdążył go wypatrzeć, ukrytego między skarpetkami i bielizną, w komodzie, którą dzieliliście od dobrych kilku lat. – Nie zgodzę się na to, on na pewno mnie zastąpi – krzyczał, a ty próbowałaś go uspokajać. Mówiłaś, że to dla was, nie tylko dla ciebie i że to bardziej masażer, mały, ergonomiczny, dyskretny, a nie żaden wulgarny wibrator o aparycji zmutowanego penisa. On wyszedł, trzaskając drzwiami, a ty zostałaś na środku pokoju i z jego krzykiem w głowie, że twój wibrator go zastąpi. 


Tym bardziej zaskoczona byłaś, gdy okazało się, że naprawdę go zastąpił. Zaczęło się od milczącego pocieszenia, takiego nienachalnego, bez zbędnych porad, tak jak wtedy, gdy umarł ci pies, a twój chłopak powtarzał do znudzenia, że w psim niebie jest mu na pewno lepiej i że kupi ci nowego. Potem wspólne oglądanie seriali, takich jak lubisz, ale i takie, jakie lubił on – to było kolejne zaskoczenie, gdy odkryłaś, że twój wibrator ma gust filmowy i nie oglądacie filmów spędzając wieczory w osobnych pokojach. Nie opowiadał wiecznie o swoich problemach w pracy, a gdy bywałaś zła i marudna, nie komentował: „o, czuć, że okres się zbliża!”. 

Chłopak wrócił i obiecał poprawę. Wprowadził się do was i żyliście we trójkę, próbując dopasować swoje potrzeby i temperamenty do nowych okoliczności. Chłopak nawet polubił wibrator i nie traktował go już jak śmiertelnego wroga, natomiast w wibratorze zaczęły zachodzić zmiany. Tak, jakby sam poczuł się zagrożony. I pojawiły się pierwsze pretensje, małe awantury, atmosfera sielanki z czasów, kiedy byliście całkiem sami, ulotniła się, natomiast chłopak reagował na to z wyjątkowym opanowaniem, co bardzo ci imponowało. Patrząc na zachowanie wibratora, westchnęłaś i stwierdziłaś tylko, że faceci wszędzie są tacy sami, po czym napisałaś do producenta z prośbą o umożliwienie zwrotu.


NAJŚMIESZNIEJSZY  ŻART

Odeszła kilka tygodni po tym, jak powiedziała ci, że przestałeś być zabawny, a teraz stoisz na scenie i opowiadasz najśmieszniejszy żart.


Zabrało ci wiele lat, żeby go stworzyć. Przedzierałeś się przez wysypisko żenujących, często seksistowskich dowcipów, kilometry niezdarnie kadrowanych memicznych form, tysiące nieświeżych anegdot i setki tysięcy kopii jakiegoś dowcipu sytuacyjnego, których jedyną niezamierzoną zaletą była śmieszność nieporadności, ich własnej, jak i ich odtwórców.

Uznali cię za nagłe i niespodziewane objawienie. Pani z telewizji śniadaniowej tak mocno dławiła się ze śmiechu, gdy opowiadałeś swój najśmiejszniejszy żart, że producent zdecydował się na przerwanie programu. Z dnia na dzień stałeś się gwiazdą, najzabawniejszym mężczyzną w Polsce, a dziewczyny, oglądające cię na żywo i w telewizji, pokazywały cię swoim chłopakom i robiły im wyrzuty, że jedyne, na co ich stać, to wysuszone opisy z Tindera. Ty jedynie zastanawiałeś się, czy wśród nich była ona.


Wkrótce znaleźli się naśladowcy. Próbowali powtarzać twój najśmieszniejszy żart. Powtarzali go prawie bezbłędnie, ale bez tego ładunku emocjonalnego, w efekcie żart rozmywał się, stawał się jednym z wielu żartów opowiadanych w Polsce, a efekt śmieszności zastępowało coraz silniejsze poczucie żenady.


Najśmieszniejszy żart nie mógł być najśmieszniejszy w ich ustach, bo opowiadali go o tobie, podczas gdy ty opowiadałeś o samym sobie.  O tym, jak śmiertelna powaga zaczęła zabijać w tobie spontaniczność i radość życia, aż w końcu zostałeś z niczym, a ona odeszła, dokładnie kilka tygodni po tym, jak definitywnie przestałeś być zabawny

Gdy opowiadasz ten żart, inni faceci się śmieją, bo wiedzą, że to nie ich życie i prawdopodobnie nigdy tak nisko nie upadną. Wrócą do domu, poczują ulgę, opowiedzą o tym, co słyszeli, swoim dziewczynom, a one lekko się zaśmieją i powiedzą im, że kochają ich, gdy są tacy zabawni. 


NAJSMUTNIEJSZY KRÓL

Dopiero kiedy staniecie przed obliczem Najsmutniejszego Króla, zrozumiecie, dlaczego tak wielu uznaje za niebywały honor i zaszczyt ujrzeć Jego twarz. Najsmutniejszy Król jest mądrym władcą Tej Krainy, której świetność już dawno minęła, a jej pozostałością jest jedynie mały, dogasający płomień, który Najsmutniejszy Król próbuje w całej swojej mądrości utrzymać. 


Przez Nim byli inni. Najbardziej Gniewny Król, którego wściekłość i agresja udzielały się poddanym. Ci stawali przeciwko sobie samym, podrzynali gardła swoim sąsiadom, palili ich mienie, uprowadzali ich żony i dzieci. Z czasem zaczynali dokonywać samookaleczeń, by w końcu odebrać sobie samym życia. 

Król Największej Równości, który w misji osiągnięcia Najwyżej Sprawiedliwości kazał mordować dzieci swoich poddanych, tak aby żadne z nich nie miało więcej niż dwójkę dzieci różnych płci. Dzieci miały jedno z dwojga dozwolonych imion i miały być wychowywane w poczuciu przynależności do Tej Krainy i tylko jej oddane. Oznaki miłości rodzicielskiej były bezwzględnie karane, gdyż Król Największej Równości uznał, że miłości nie można ograniczyć czy narzucić jej jednolitą miarę, należy więc ją wyplenić u samych podstaw.


Najsmutniejszy Król był inny. Zdawał sobie sprawę z tragicznego położenia Tej Krainy, której mieszkańcy, pogrążeni w smutku i apatii, nie byli w stanie wykrzesać z siebie odrobiny radości dla podsycenia płomienia już ledwo ogrzewającego Tą Krainę. Wysłał więc Najsmutniejszy Król posłańców do Krain Odległych, gdzie przed laty osiedlali się obywatele Tej Krainy, jej dawni poddani. Postanowił wziąć od nich część ich własnej radości, dając w zamian to, co mu pozostało. Smutek.


Czekając w kolejce na audiencję u Najsmutniejszego Króla, mam ze sobą dwójkę moich dzieci. Najmłodsze zostało z żoną w Odległej Krainie. U Najsmutniejszego Króla był już mężczyzna, który oddał Mu część swojej radości z gotowania i prowadzenia restauracji na obczyźnie i kobieta, która odniosła osobisty sukces, zaczynając w Odległej Krainie z jedynie kilkunastoma miedziakami w kieszeni. Tuż za nami stoi dziewczyna z dronem, jej radość z latania i nagrywania najpiękniejszych fragmentów Odległej Krainy to coś, czym także musi podzielić się z Najsmutniejszym Królem.


Gdy nadchodzi nasza kolej i wreszcie stajemy przed obliczem Najsmutniejszego Króla, dociera do mnie, dlaczego szanuje Go tak wielu i dlaczego zdecydowaliśmy się przyjechać na jego wezwanie do Tej Krainy. Najsmutniejszy Król jest skupiony w swoim smutku, ale uważny i gotowy na przyjęcie choćby odrobiny radości, którą, dodając do płomienia, przekazuje pośrednio swoim poddanym. Bez słowa wstaje z tronu i prowadzi nas do wieży zamkowej. Z jej szczytu rozpościera się smutny krajobraz: wyschnięte rzeki, spalone słońcem  żyzne niegdyś ziemie rolne, podupadłe miasta, wałęsające się po brudnych ulicach psy. I ludzie wpatrujący się zrezygnowani w zamkową wieżę. 

Najsmutniejszy Król wyciąga dłoń po moją radość, a ja spoglądam na syna i córkę i nie wiem, czy to smutek Króla zaczyna mi się udzielać, czy to mój własny smutek zaczyna mnie ogarniać w obliczu perspektywy utraty radości, które przyniosły do Najsmutniejszego Króla moje dzieci. Odwracam głowę, patrzę prosto w oczy Najsmutniejszego Króla i proszę go o łaskę – w zamian za wszystkie moje radości puści je wolno. Najsmutniejszy Król przygląda mi się uważnie, po czym skinieniem głowy wyraża zgodę. Gdy one schodzą powoli w dół wieży, Najsmutniejszy Król przejmuje wszystkie moje radości: rodzinne podróże do Jeszcze Bardziej Odległych Krain, dotyk żony o poranku, gdy jeszcze śpię, ale już nie śpię, spotkanie małej, wesołej jaszczurki podczas wieczornego spaceru. 


Najsmutniejszy Król, w zamian za radość, oddaje mi to, co nosił przez całe swoje życie – Wszechogarniający Smutek, po czym podchodzi do krawędzi wieży i rzuca się w przepaść. 

I stoję tak z darem od Najsmutniejszego Króla, a Wszechogarniający Smutek obejmuje mnie coraz mocniejszym uściskiem, pozbawiając złudzeń, że kiedyś jeszcze zobaczę moją żonę i dzieci, wesołą jaszczurkę, plaże Jeszcze Bardziej Odległych Krain.


W tym czasie Najsmutniejszy Król spada w przepaść, przeżywając ostatnie chwile życia będące najradośniejszmi momentami mojego, zabierając je ze sobą bezpowrotnie i w tych kilku sekundach lotu staje się Najradośniejszym Królem, a jego ostatni uśmiech, na moment przed roztrzaskaniem się o skały u podnóża zamku, uwiecznia dron dziewczyny, która stała za nami w kolejce do audiencji.


CHOMIK

Dziewczyna na spotkaniu autorskim powiedziała ci, że każdy mógłby pisać tak jak ty. 


Przełknąłeś ślinę, a twoja twarz zrobiła się blada. Traf chciał, że zabrałeś ze sobą chomika córki. Ten chomik siedział teraz w pudełku, a pudełko w papierowej torbie sieci Coop. Dzień wcześniej powiedział ci, że jeśli zabierzesz go do Bazylei, to spełni jedno życzenie. A teraz chomik był w Bazylei, a ty poczułeś, że to życzenie zostało spełnione. Wyprowadził cię w pole, nigdy nie wspominał, że życzenie może wypowiedzieć ktokolwiek. A ty miałeś je wykorzystać zupełnie inaczej.

Przez myśl przemknął ci pokój na świecie, zlikwidowanie głodu czy chorób, ale w końcu zacząłeś rozważać bardziej egoistyczne alternatywy, z gatunku tych banalnych: dodatkowe lata życia, parę milionów franków na kupno domu, dożywotnie dostawy japońskiego ramenu, a nawet pisarska sława. I to ostatnie, w jakimś stopniu, się ziściło.

Wszyscy zaczęli pisać tak, jak ty. Krótka forma, kilkaset słów, pomysły z dupy i tyle.


Wydawcy się prawie załamali, ale ci najwięksi naszych czasów, King, Tokarczuk, Lipińska pokazali klasę i stworzyli kolejno: horror obyczajowy na pół strony formatu A5 o spełniającym życzenia chomiku, który kradł ludzkie dusze; grubą na trzy strony tegoż samego formatu rozprawę o upadku patriarchatu i powieść erotyczną, która zawierała dwadzieścia siedem wyrazów dźwiękonaśladowczych. 

Miałeś za złe chomikowi, życzenie zmarnowane, świat dla ciebie kompletnie ogłupiał, niemniej zebrałeś się w sobie i zacząłeś pisać powieść o pisarzu, który w odciętym od świata hotelu, pogrążając się w alkoholizmie, doznaje wizji i prawie morduje swoją rodzinę, ale potem dostałeś list od prawników wydawnictwa o łamaniu praw autorskich i postanowiłeś rzucić to pisanie w cholerę. 

Zostawiłeś pisanie, ale nie literaturę, a teraz siedzisz na spotkaniu autorskim, tej samej dziewczyny, która ukradła ci życzenie, a ona opowiada o swojej nowej książce, bestsellerze: „najkrótsze opowiadania na świecie, dla ludzi, którzy szanują swój czas”.





Komentarze

Popularne posty